walcze

moja walka z trądzikiem

Wpisy

  • czwartek, 10 stycznia 2008
    • laser fraksyjny

      Jakieś pół roku temu zdecydowałam się na 3 zabiegi z wykorzystaniem lasera fraksyjnego. Zabiegi robiłam w Warszawie. Nie wiem jak jest teraz, ale wtedy były tylko dwie firmy w Polsce robiące takie zabiegi: jedna w Poznaniu, a druga w Warszawie. Nazwy firmy nie reklamuję (jesli ktoś jest zainteresowany, wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę nazwę lasera).

      Na czym polega i na co pomaga

      Zabiegi polegają na punktowym "nakłuwaniu" skóry laserem. Nie pamiętam ile "wkłuć" na cm2 miałam za pierwszym razem, natomiast ostatni zabieg to było 1000 "wkłuć" na cm2 (to tak dla uzmysłowienia sobie jak małe są te uszkodzenia). Z grubsza metoda polega na wywołaniu mikroskopijnych uszkodzeń skóry, co stymuluje skórę do ich naprawienia. Dzięki temu wypełniają się m.in. blizny potrądzikowe, redukują przebarwienia.

      Przebieg zabiegu

      Godzinę przed zabiegiem nakładany jest na skórę krem znieczulający. W trakcie zabiegu lekarz przykłada specjalne urzadzenie do skóry i "strzela" punktowo laserem, obserwując jednocześnie komputer, który na bieżąco oblicza jaka dawka została zastosowana i czy można więcej (przed pierwszym zabiegiem lekarz nakłada na twarz maskę z podziałką, dzięki której oblicza ile wkłuć może wykonać na danym fragmencie twarzy np. na czole). Bezpośrednio po zastosowaniu lasera skóra jest chłodzona (rura z zimnym powietrzem i woreczki ze schłodzonym żelem). Zabieg okresliłabym raczej jako nieprzyjemny, niż bolesny.

      Po zabiegu

      Bezpośrednio po zabiegu skóra jest zaczerwieniona, ściągnięta, jakby poparzona, wchłania bardzo dużo kremu. Starałam się robić zabiegi w czwartek i brałam piątek wolny, a w poniedziałek mogłam już spokojnie pójść do pracy. Wprawdzie rumień jeszcze był widoczny, ale dawał się zamaskować podkładem. Mniej więcej przez tydzień po zabiegu skóra jest cudowna, bez żadnych wyprysków, dosyć gładka i ściągnięta. Potem wraca do normy :-(  Drugi zabieg zrobiłam 2 tygodnie po pierwszym, trzeci w odstepie miesiąca po drugim (zgodnie ze wskazaniami lekarza). Po zabiegu trzeba dosyć rygorystycznie chronić sie przed słońcem. Miesiąc po zabiegu pojechałam na urlop i pomimo filtru 100 na twarz, skóra poddana działaniu lasera opaliła się znacznie bardziej niż np. skóra wokół oczu, gdzie laser nie był stosowany. Zauwazyłam tez znacznie większą skłonność do przebarwień.

      Efekty

      Nie należy się zniechęcać brakiem natychmiastowych efektów. Najlepsze efekty zauważyłam mniej więcej po 2 m-cach od ostatniego zabiegu, kiedy skóra zregenerowała się całkowicie. Jest gładsza (mąż zauważył). Znacznie zmniejszyła się ilość zaskórników otwartych na nosie, czole i brodzie. Zmniejszyło się też wyraźnie przetłuszczanie skóry. Generalnie laser nie zmniejszył trądziku (nie zauważyłam wpływu na powstawanie nowych, zwłaszcza zaskórników zamkniętych).

      Koszty

      Niestety niemałe - za każdy zabieg płaciłam 2 tys. zł. Ale gdybym miała znowu trochę wolnej gotówki, zrobiłabym jeszcze raz taką serię :-)

      Opisałam jak laser fraksyjny zadziałał na mnie. Oczywiście każda skóra jest inna i z pewnością zarówno tolerancja zabiegu jak i stan skóry bezpośrednio po, a także efekty mogą być bardzo różne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „laser fraksyjny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewaes
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 stycznia 2008 12:37
  • środa, 12 grudnia 2007
    • kosmetyki

      W artykule z Przeglądu Dermatologicznego, o którym wspominałam jakiś czas temu, wyczytałam, że nie zauważono istotnego wpływu kosmetyków na stan trądziku. Oczywiście postanowiłam sprawdzić. Zamiast drogich żeli, toników i kremów z apteki zaczełam stosować:

      - żel do mycia twarzy oliwkowy Ziaja

      - toniki Ziaji różnego rodzaju (ogórkowy, aloesowy, witaminowy)

      - porzuciłam krem Biodermine matujący i zaczęłąm używać kremu nawilżającego Happyderm L'Oreal

      - na noc używam GlycoA i Zorac na zmianę przez 2 tygodnie, a na to krem z soją Neutrogeny

      Zużyłam już tych żeli, toników i kremów po kilka opakowań i rzeczywiście nie widzę żadnego pogorszenia stanu skóry, a ile w portfelu zostaje. Szczególnie jestem zadowolona z kremu Happyderm. W ogóle przestałam używać bibułek matujących, skóra jest świetnie nawilżona, nie przetłuszcza się. Rewelacja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „kosmetyki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewaes
      Czas publikacji:
      środa, 12 grudnia 2007 09:49
  • środa, 10 października 2007
  • wtorek, 09 października 2007
  • piątek, 14 września 2007
  • wtorek, 30 stycznia 2007
  • wtorek, 02 stycznia 2007
    • mazidła - aktualna lista

      Obecnie używam:

      - do mycia twarzy płyn micelarny Biodermy, żel Physiogel i Effaclar na zmianę

      - tonik nadal Argiletz z glinką

      - krem na dzień Biodermine, na noc Serum z witaminą C lub Avene Cicalfate lub Physiogel krem lub wszelkie próbki kremów regenerujących, przyciwzmarszczkowych i odżywczych.

      - pod oczy i na szyję Kawior i Trufle Bilendy Serum 35+ (od niedawna, jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii)

      - z antybiotyków raz dziennie Duac na policzki (czoło, nos i broda są w całkiem dobrym stanie)

      Łykam niezmiennie kwas foliowy, multiwitaminy z minerałami, Skrzyp i pokrzywę. Zaczęłam też, od kilku dni, pić glinkę (glinka zielona BIO- citron Argiletz), ale jest to potwornie ohydne i nie wiem, czy wytrzymam trzy miesiące.

      Na twarz popołudniami nakładam maseczki z zielonej glinki lub z błota z Morza Martwego.

      Aha, no i Jeanine, mam nadzieję, że już ostatnie opakowanie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „mazidła - aktualna lista”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewaes
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 stycznia 2007 15:20
    • yellow peel

      W przerwie świąteczno- noworocznej zafundowałam sobie u dermatologa yellow peel. Zabieg wyglądał nastepująco:

      1. Dermatolog oczyściła twarz i na kilka minut posmarowała kwasami AHA jako peeling wstepny

      2. Po zmyciu AHA na twarz nakłada się yellow peel i pozostawia na 45 min - 1 godz.

      3. W ciągu tych 45 min wróciłam do domu ze słoiczkiem od pani dermatolog i nałożyłam jeszcze 6 razy yellow peel w ostepach 45 minutowych tzn. po każdych 45 minutach zmywałam twarz wodą i łagodnym żelem, i na suchą skórę nakładałam kolejny raz yellow peel.

      Skład chemiczny, zgodnie z ulotką:

      - kwas glokolowy i salicylowy (działanie złuszczające)

      - kwas retinowy i witamina C (stymulacja produkcji kolagenu, elastyny i glikozamin)

      - kwas fitowy, kojowy i azelainowy (usunięcie przebarwień i zapobieganie powstawania nowym)

      Po zabiegu skóra jest czerwona, napięta, wszystkie pryszcze podrażnione i zaognione. Następnego dnia wieczorem (po 24 godzinach) widoczne były drobne pęknięcia skóry, jednak łuszczyć zaczęła się dopiero trzeciego dnia. Najpierw okolice nosa i ust, potem policzki, na końcu, czwartego dnia czoło.

      Popełniłam jeden zasadniczy błąd: po każdych 45 min od nałożeniu peelingu zmywałam go, tak jak noramlnie myję twarz, mocząc całą, a nie jak to robiła dermatolog płatkami omijając usta i oczy. Skutek był opłakany: oczy były mocno podrażnione, zeszła mi skóra z powiek, z ust, z uszu i z szyi. Skóra wokół oczu jeszcze piątego dnia po zabiegu była zaczerwieniona i pokryta łuskami, oczy piekły, a na ustach mam drobne ranki jeszcze dzisiaj (6 dzień po zabiegu).

      Kilka zdjęć:

      12 h po zabiegu

      36 h po zabiegu

      5 dni po zabiegu

      Po 6 dniach od zabiegu skóra jest wyraźnie gładsza, znacznie mniej się przetłuszcza, zaskórniki otwarte (czarne) są obecnei "wyżej" niż poziom skóry i aż się proszą o usunięcie. Jeszcze nie zdecydowałam czy pójdę do kosmetyczki. Na pewno łatwiej byłoby usunąć teraz również zaskórniki zamknięte. Efektów widocznych dla otoczenia, moim zdaniem, brak. Może przebarwienia są trochę jaśniejsze, ale nie na tyle, aby ktoś oprócz mnie to zauważył.

      W opinii dermatologa najlepszy efekt będzie widoczny po miesiącu od zabiegu, kiedy skóra zregeneruje się. Zobaczymy.

      Być może skuszę się na kolejny taki peeling, ale poczekam na ocenę do końca miesiąca. Jeśli ktoś planuje a nie chce brac urlopu, proponuję zrobić yellow peel w czwartek po południu, wtedy w piątek można jeszcze bez problemu pokazać się w pracy, a w sobotę i niedzielę powinno się wszystko ładnie zluszczyć. Oczywiście każdy może reagować inaczej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „yellow peel”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewaes
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 stycznia 2007 15:06
  • wtorek, 31 października 2006
    • Effaclar

      Dostałam od dermatologa próbki produktów z serii Effaclar firmy La Roche Posay: żel do mycia twarzy, tonik zamykający pory, krem matujący na dzień, krem z kwasami (EffaclarK) i krem na aktywne zmiany do nakładania punktowo (Effaclar A.I.).

      Zrobiłam taka próbę: odstawiłam swoje standardowe żele, toniki i kremy, i przez tydzień planowałam używać tylko Effaclarów. Nie wytrzymałam tygodnia: wszystko razem mocno ściąga i wysusza, tonik jest z alkoholem, więc od razu byłam uprzedzona, krem matujący na dzień nie umywa się do Biodermine (na szczęście już ogólnie dostępnego) i po godzinie skóra totalnie się błyszczy.

      Natomiast żel świetnie się sprawdza przy stosowaniu raz dziennie (rano zmywałam twarz Physigelem, a po pracy po zmyciu makijażu mleczkiem, Effaclarem). Wydaje mi się, że zmywa dokładniej niż Physiogel. Krem A.I. do stosowania punktowo, wyraźnie zmniejsza stany zapalne. Więc żel z pewnością sobie kupię, a krem raczej na razie nie, mam za dużo antybiotyków, żeby jeszcze coś do nich dokładać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Effaclar”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ewaes
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 października 2006 15:43